ecojazda.pl korzysta z ciasteczek! - to takie pliki, które zapisują się na komputerze...

ecojazda.pl

wtorek, 19 kwiecień 2016 13:46

Bracia z podkarpackiej wsi skonstruowali superoszczędną elektryczną ''hulajnogę''. ''Jazda kosztuje grosz za kilometr''

Napisane przez Dawid Iwaniec

Jedni w wolnej chwili jadą na ryby, inni piją piwo, a bracia Preisnerowie z Jasienicy Rosielnej na Podkarpaciu skonstruowali elektryczny pojazd. Waży niecałe 50 kilogramów, pozwala pokonać do 50 kilometrów na jednym ładowaniu, no i ponoć jest wyjątkowo oszczędny w użytkowaniu. - Jazda nim kosztuje grosz za kilometr - deklarują konstruktorzy.

 

Tekst jest własnością www.weekend.gazeta.pl , autor Dawid Iwaniec. 

 

Na test umawiamy się pod brzozowskim ratuszem. Będę jechał samochodem, a Piotr Preisner dotrze tam na Mobi-2 - niewielkim elektrycznym pojeździe, który skonstruował wraz z bratem Leszkiem. Ruszamy jednocześnie z położonej 3,5 kilometra od serca Brzozowa Starej Wsi, sprzed warsztatu, w którym Piotr Preisner na co dzień lakieruje samoloty.

Zanim opuszczę parking i wąskimi dróżkami przedrę się do drogi głównej, jasnożółty pojazd, ważący tyle samo co paliwo w baku mojego samochodu, odjeżdża na kilkaset metrów. Z oddali widzę, jak dobrze zbudowany Piotr Preisner zwinnie śmiga „hulajnogą” poboczem drogi, z łatwością pokonując wzniesienia, których krajobraz Podkarpacia nie szczędzi kierowcom. Przyspieszam i gdzieś w połowie trasy wyprzedzam Mobi-2. Potem kilka razy zwalniam, bo kolejnym kierowcom przede mną jak na złość chce się skręcać.

Na miejsce przyjeżdżam po ośmiu minutach. Piotr Preisner dociera niecałe 30 sekund później.

Dane techniczne

Z folderu Mobi-2: Dwukołowy pojazd z napędem elektrycznym do poruszania się w pozycji stojącej. Posiada małą masę 49 kilogramów i pozwala przejechać do 50 kilometrów na jednym ładowaniu. Koszt przejechania jednego kilometra oscyluje w granicach 1 grosza. Prędkość maksymalna - 25 km/h (w opcji turbo - 40 km/h). Pojazd jest bardzo ekonomiczny i ekologiczny. Poruszanie się nim jest intuicyjne, łatwe i przyjemne. Mobi-2 jest nie tylko zaawansowanym technicznie pojazdem, ale także zwraca uwagę estetyką kształtu i jakością wykonania.

źródło i własnośćwww.weekend.gazeta.pl (fot. Dawid Iwaniec)

Z życiorysu konstruktorów: bracia Preisnerowie pochodzą z podkarpackiej Jasienicy Rosielnej, niewielkiej miejscowości, którą kojarzyć można z pysznych nabiałów produkowanych w tutejszej Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej.

Obydwaj skończyli technikum mechaniczne w nieodległym Krośnie. Konstruktorskim bakcylem zarazili się natomiast w warsztacie mechanicznym ojca. - Pomagaliśmy ojcu, a to były czasy, kiedy nie kupowało się części zamiennych, niemal wszystko trzeba było naprawić, a żeby to naprawić, trzeba było to wcześniej rozłożyć na czynniki pierwsze - tłumaczą. W 2000 roku młodszy Piotr (lat 39) przejął rodzinny warsztat, stopniowo rozszerzając działalność o lakiernictwo, przede wszystkim samolotów ultralekkich, których pomalował dotychczas około pół tysiąca - ilość, z którą mało kto w Europie może się równać. Starszego o dziesięć lat Leszka bardziej wciągnęła elektronika. Dwadzieścia lat temu otworzył w Jaśle firmę produkującą hi-tech - sprzęt diagnostyczny dla motoryzacji, który wysyła w świat.

Wrażenia z jazdy

- Hamulec przód, hamulec tył, kciukiem naciskasz manetkę i dodajesz gazu. Jedna noga na podnóżek, drugą się odpychasz, łapiesz równowagę i jedziesz - instruuje Piotr Preisner.

Jedna noga, odepchnięcie, druga noga, sekunda niepewności, potem już tylko cichy pomruk silnika, przypominający pracę elektrycznej minikosiarki do trawy, i przykuwające wzrok przechodniów kółeczka kręcone na odnowionym za unijne dotacje placu przed wiekowym ratuszem.


Po dociśnięciu manetki Mobi-2 przyspiesza żwawo, a po włączeniu trybu turbo zaczynam rozumieć, jak to możliwe, że Piotr Preisner dotarł do celu niemal równo ze mną.

To dociskanie manetki i przykuwające wzrok kręcenie kółeczek wciąga, niby zabawa najnowszym modelem telefonu lub zakupiona właśnie torebka czy buty, które wkładasz od razu po powrocie do domu. - Właśnie tego chcieliśmy - nie ukrywają twórcy Mobi-2. - Z jednej strony miał to być praktyczny pojazd, a z drugiej dizajnerski, sprawiający przyjemność gadżet. Coś jak włoska Vespa.

Wrażenia z obserwacji

- Widziałem tę „hulajnogę” w telewizji! - zagaduje wygrzewający się na ławce pan Kazimierz. Bracia Preisnerowie od razu by sprostowali: Mobi-2 nie jest tak naprawdę hulajnogą. W hulajnodze trzeba cały czas odpychać się nogą, a tu odpychasz się tylko za pierwszym razem, bo inaczej pojazd nie ruszy. Potem napędza go silnik, dlatego wolą mówić po prostu o „pojeździe elektrycznym”.

- To gdzieś tutaj produkowane, prawda? - dopytuje mężczyzna.

- W Starej Wsi, dwóch braci z Jasienicy Rosielnej ją wymyśliło - odpowiadam.

- Bardzo mi się to podoba! - kręci głową z uznaniem. - Ja już jestem na emeryturze, więc za stary, żeby tym jeździć, ale wnuki na pewno by jeździły.

- A pewnie, że byśmy jeździli! - oczy Piotra i Marka, panów po czterdziestce, którzy z daleka ściągają mnie wzrokiem, aż się zapalają. - Przydałby się taki sprzęt w domu, podjechać gdzieś szybko, na przykład na zakupy. Tylko pasowałby jakiś malutki bagażnik lub siateczka na kierownicy.

- No, fajny jest - obchodzą pojazd. - Nowoczesny, opływowy i zwraca uwagę, pewnie dlatego, że się na nim stoi.

- Ja to bym jednak wolała trochę bardziej stonowany kolor, proponowałabym niebieski - doradza z kolei Estera, uczennica miejscowego liceum. - Ale ogólnie jest OK. Może jako pierwsza bym nie zaczęła na tym jeździć, bo trochę jednak zwraca na siebie uwagę, ale jakby inni jeździli, to ja oczywiście także.

Bracia Preisnerowie ucieszyliby się z tej opinii, ponieważ to z myślą o takich osobach jak Estera w 2013 roku wymyślili Mobi-2. Drugą grupą docelową byli pracownicy firm lub obiektów wielkopowierzchniowych, chociażby ochroniarze w halach fabrycznych, centrach handlowych czy na lotniskach, którzy w czasie pełnienia służby muszą się często i szybko przemieszczać. I dla pierwszych, i dla drugich podkarpaccy konstruktorzy przewidzieli oczywiście mniej krzykliwe kolory, m.in. czarny mat, licujący z powagą i surowością ciemnych ochroniarskich uniformów. O przydatność pojazdu dla zazwyczaj potężnie zbudowanych właścicieli mundurów też nie ma się co obawiać - Mobi-2 ma udźwignąć do 120 kilogramów.

Obydwaj bracia skończyli technikum mechaniczne w nieodległym Krośnie. Konstruktorskim bakcylem zarazili się natomiast w warsztacie mechanicznym ojca.

źródło i własnośćwww.weekend.gazeta.pl (fot. Dawid Iwaniec)

Wracamy do warsztatu Piotra Preisnera w Starej Wsi. Tym razem jadę za nim, jego tempem, i absolutnie nie czuję się jak zawalidroga.

Po dotarciu na miejsce właściciel przynosi z zaplecza ładowarkę o rozmiarach nieco większych niż sprzęt do zasilania laptopa. Wkłada rękę pod podłogę Mobi-2 i umieszcza końcówkę kabla w znajdującym się tam gniazdku. Aby rozpocząć ładowanie akumulatorów pojazdu, wystarczy, że końcówkę drugiego kabla włoży do najbliższego gniazdka. - Przy całkowicie wyczerpanych bateriach ładowanie trwa 4-5 godzin, a koszt tego ładowania wynosi około 50 groszy. Na pełnym akumulatorze, przy spokojnej jeździe, można przejechać około 50 kilometrów, czyli wychodzi grosz za kilometr - w głosie Piotra Preisnera pobrzmiewa duma.

- Mobi-2 jest bardziej ekonomiczna niż rower - słowa Leszka Preisnera zaskakują jeszcze mocniej, bo cóż może być bardziej ekonomiczne niż rower? - No to pomyślmy: jak chcemy przejechać 50 kilometrów na rowerze, to, pod warunkiem że nie chcemy się doprowadzić do ekstremalnego wycieńczenia, musimy coś na konto tej jazdy zjeść i wypić. Raczej małe szanse, żeby rowerzysta dostarczył niezbędnej energii za 50 groszy, bo za nie chyba nawet bułki nie kupi - udowadnia słuszność swojej odważnej teorii.

Mobi-2 jest dostępne w jaskrawych kolorach. Specjalnie dla pracowników firm lub obiektów wielkopowierzchniowych bracia przygotowali również mniej krzykliwe odcienie, np. czarny mat.


Wyposażenie standardowe

Stacyjka, manetka gazu, dźwignie hamulców, pipczyk, wskaźnik naładowania akumulatorów, włącznik świateł, przycisk opcji turbo, podnóżki zabezpieczające przed zbyt dużym przechyleniem się pojazdu w czasie jazdy, a po jej zakończeniu umożliwiające jego oparcie o podłoże, nawet o dość sporym spadzie terenu, pozbawione jakichkolwiek kantów i ostrości obłe kształty owiewki oraz ukryta pod nią lekko sprężysta rama amortyzująca, podobnie jak grube opony, nierówności drogi. Bracia Preisnerowie przemyśleli i dopracowali każdy detal, tak aby pojazd posiadał wszystko, co jest potrzebne w ruchu drogowym.

Wyposażenie dodatkowe

Leszek Preisner, który odpowiada w projekcie za kwestie elektroniczne (Piotr zajmował się konstrukcją), wie już, że z czasem pasowałoby skomunikować Mobi-2 ze smartfonem. Aplikacja na telefon pozwalałaby śledzić jego położenie czy prędkość, lub sprawdzać stopień naładowania baterii. Byłaby więc pożytecznym rozwiązaniem dla rodziców lub szefów firm, których pracownicy korzystają z pojazdu.

- Nie chcemy jednak tego robić od razu - uprzedza. - Zamierzamy spokojnie obserwować, jak rozwija się zainteresowanie pojazdem. Mobi-2 nie jest bowiem naszym być albo nie być. Obydwaj mamy co robić i zarabiamy na własnych firmach: ja produkuję sprzęt, który w 80 procentach idzie na eksport, a brat ma jedną z największych w Europie lakierni samolotów ultralekkich. Ten pojazd był dla nas od początku czymś w rodzaju zabawy czy relaksu, bo obydwaj lubimy wymyślać i tworzyć coś nowego.

- I nie spieszyliśmy się z jego wykonaniem. Zajęło nam to dwa lata, więc w sumie dość długo, ale pracowaliśmy nad nim, gdy mieliśmy chwilę wolnego. Jedni w wolnej chwili jadą na ryby, inni piją piwo, a my skonstruowaliśmy elektryczny pojazd - dopowiada Piotr Preisner.


Cena

- A ile takie cacko kosztuje? - zapytał pod ratuszem pan Marian. - Sześć tysięcy? Ułu... - wydął wargi. - No to jak ktoś jest lekarzem albo adwokatem, to może jeszcze kupi takie coś, ale dla reszty to zapomnij pan, przynajmniej tutaj, za biedny region. Fajnie, że tutejsze chłopy to wymyśliły, ale sprzedać to muszą gdzie indziej, w Warszawie albo za granicą.

Piotr Preisner nawet nie zamierza polemizować. - Fakt, to dość sporo, zwłaszcza dla ludzi stąd - spogląda w kierunku najbliższych zabudowań wciśniętych między pola uprawne i lasy. - Ale to musi tyle kosztować. Proszę spojrzeć, to nie jest najtańszy plastik, to są porządne, wytrzymałe laminaty, w których, tak jak w każdym elemencie, postawiliśmy na jakość. Bez problemu moglibyśmy sprzedać pomysł jakiemuś producentowi i pewnie finansowo bylibyśmy usatysfakcjonowani, ale przypuszczam, że skończyłoby się to tak, że ktoś zacząłby oszczędzać na materiałach i zjechałby z jakością, a my tego nie chcemy.

Ocena końcowa

W kącie jednego z pomieszczeń w lakierni Piotra Preisnera zalega czerwona karoseria futurystycznego autka. Jest przykurzona i obłożona kartonami oraz różnoraką warsztatową drobnicą. Została wykonana przez braci kilka lat temu, gdy ich całą wolną energię pochłaniała praca nad prototypem dwuosobowego samochodu elektrycznego. Prototyp powstał, ale pojazd nie trafił ostatecznie do produkcji. To w trakcie prac nad samochodem stwierdzili, że muszą wymyślić coś, co będą w stanie wykonać sami, nie licząc na nikogo, bo jak uważa Leszek Preisner, to najszybsza i najłatwiejsza droga do zmaterializowania jakiegokolwiek wynalazku.

Przykurzona karoseria wciąż rozpala ich wyobraźnię. - Kiedyś chcielibyśmy wrócić do pomysłu większego elektrycznego pojazdu, może nie od razu samochodu, ale na pewno czegoś z dachem - przyznaje Piotr Preisner. Zaś jego starszy brat zapewnia, że jeśli wymyślać będą kolejne wynalazki, a zapewne będą, bo tak już mają, to konstruować je będą w identyczny sposób, jak stworzyli Mobi-2 - bez chęci szybkiego zysku. - To druga rzecz, dzięki której odnieść można sukces - przekonuje Leszek.

- Jest jeszcze trzecia, fundamentalna - podkreślają bracia. - Trzeba uwierzyć, że w ogóle można coś skonstruować.

 

Dawid Iwaniec (ur. 1984). Dziennikarz portalu www.Krosno24.pl. Absolwent archeologii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Polskiej Szkoły Reportażu. Krośnieński korespondent projektu Miasto Archipelag - Polska mniejszych miast, realizowanego przez Wydawnictwo Karakter.

Tekst jest własnością www.weekend.gazeta.pl , autor Dawid Iwaniec. 

 

Ostatnio na forum